Subskrypcja
Wpisz swój adres e-mail, aby otrzymywać informacje z naszego serwisu.

 


Reportaż, felieton, komentarz (GW, DIALOG, ŚLĄSK, NTO):

12.lipca otwarte zostało długo oczekiwane przez Górnoślązaków Centrum Kultury i Spotkań im. Eichendorffa. Zamiast pałacu, odbudowano jedynie pobliską gospodę. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Łubowice zmarnowały szansę, jaką stworzyła im historia w symbolicznym dniu 14 listopada 1989 roku, kiedy to Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl podpisali oświadczenie o woli upamiętnienia szczególnych miejsc w kulturze Polski i Niemiec: Krzyżowej, Jagniątkowa i Łubowic. Rząd RFN obiecał przeznaczyć na ten cel środki z kredytu JUMBO. Tylko od ludzi zależało wypełnienie litery 54. oświadczenia rzeczywistą treścią. I od urzędników.


Był rok 1988. Podczas gdy Polacy - intelektualiści wrocławskiego KIK-u, zmieniali bieg historii w Krzyżowej, z Ewą Unger i Karolem Joncą na czele, walcząc o pamięć hrabiego Helmutha Jamesa von Moltke, w Łubowicach pod Raciborzem to samo starali się zrobić prości miejscowi Niemcy, odkopując zasypane i zarośnięte chaszczami ruiny pałacu Josefa von Eichendorffa. Byli oni wówczas tak samo nielegalni i nieistniejący w powojennej historii jak wielki niemiecki poeta, który urodził się przed dwustu laty w ich małej wiosce. Leohnard Wochnik, przewodniczący Towarzystwa Miłośników Eichendorffa wspomina, że dopiero turyści niemieccy wskazali miejsce na terenie Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, w którym należało kopać. Ruiny, a właściwie część bocznej ściany pałacu, były tak zarośnięte, zasypane prawie 10-metrową kupą ziemi, że aby je odsłonić, trzeba było użyć ciężkiego, wojskowego sprzętu. Samosiejki o średnicy 50 centymetrów ścinano po kawałku od góry, tak by nie uszkodzić resztek zachowanych ścian. Część zabytkowego parku eksploatowano wówczas jako żwirownię.
Idea odtworzenia łubowickiej historii powstała na parafii, na której trzy lata wcześniej rozpoczął pracę duszpasterską ksiądz Henryk Rzega. Najpierw postanowił z pomocą parafian „odkopać” stary, zniszczony cmentarz, na którym stał niegdyś drewniany kościółek, miejsce chrztu Eichendorffa i pochówku jego rodziców, wuja, rodzeństwa. Pokazuje pokój, gdzie wraz z Wochnikiem, Hanczuchem z Bieńkowic, Przybillą z Płoni, organistą Jośko, ich małżonkami, z matką księdza Rzegi, z rzeźbiarzem Lattonem z Krzyżanowic i Franciszkiem Jasnym z Raciborza stworzyli podwaliny pod program Towarzystwa Miłośników Eichendorffa, a zarazem uformowali pierwsze górnośląskie koło mniejszości niemieckiej. Choć Niemcy spod Raciborza nie znali wtedy jeszcze Polaków z Wrocławia, cel mieli podobny. Marzyli, by udało się odbudować pałac w takim stylu, jaki istniał za czasów romantycznego poety. Ksiądz zwrócił się do wójta Rudnik o pomoc w uporządkowaniu historycznego miejsca. Dzięki wspólnej akcji Niemców spod Raciborza, polskiego urzędu gminy i polskiego wojska, udało się. Potem na ścianie pałacu zawisł cytat napisany po niemiecku, ulubioną dróżkę poety – „zajęczą ścieżkę”, cmentarz i teren parafii ozdobiły tablice z fragmentami wierszy. W roku 1990 na pierwszej mszy w języku niemieckim pod ruinami łubowickiego pałacu zebrało się 15 tysięcy górnośląskich Niemców. Wtedy też ksiądz Rzega w salce przy parafii rozpoczął gromadzenie pamiątek po Eichendorffie – największym poecie Górnego Śląska. Dziś posiada bezcenne zbiory ofiarowane przez miłośników Eichendorffa z wielu krajów Europy. Plany odbudowania pałacu stawały się coraz bardziej realne, gdy pomoc obiecała Fundacja Górnośląska w Ratingen-Hösel i miłośnicy twórczości poety skupieni w niemieckich ziomkostwach, członkowie Związku Wypędzonych. Wochnik przyznaje, że dopiero od któregoś z nich dowiedział się w połowie lat 90-tych, że taką odbudowę umożliwia im oświadczenie z dnia 14 listopada 1989 roku, podpisane przez szefów rządów Polski i Niemiec.

Kreisau za 29 milionów
Oświadczenie mówi o woli odtworzenia miejsc, w których żyli i tworzyli wybitni Niemcy, postaci symboliczne dla dzisiejszego polsko-niemieckiego pojednania. To działacze wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, dolnośląscy naukowcy byli zaczątkiem późniejszych gestów i symboli wokół Krzyżowej.
Już w latach 70-tych zainteresowali się oni przemilczanym przez komunistyczne władze i powojenną naukę antyfaszystowską grupą „Kreisauer Kreis”. Próby upamiętnienia w jakikolwiek sposób działalności członków Kręgu napotykały wówczas na konsekwentny opór władz polskich. Nie do pomyślenia było wówczas, aby ugruntowany w propagandzie obraz Niemca-hitlerowca miał ulec zachwianiu. Niemożliwe było nawet postawienie w Krzyżowej tablicy upamiętniającej działaczy niemieckiego ruchu oporu. Dopiero rok 1989 mógł pokonać mur, jaki ludzkim umysłom i przekonaniom stawiała powojenna polityka. W czerwcu, na parę miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego i mszą pojednania intelektualiści wrocławscy zorganizowali we Wrocławiu międzynarodowe seminarium „Chrześcijanin w Europie”, na które oficjalnie zaprosili przyjaciół z NRD, z towarzystwa „Znaki Pokuty” oraz Holendrów. Na tym spotkaniu po raz pierwszy w Polsce głośno powiedziano o Kręgu z Krzyżowej.
Rekonstrukcja majątku w Krzyżowej kosztowała najwięcej, bo aż 29 milionów marek. Środowiska zainteresowane uhonorowaniem dzieła Helmutha Jamesa von Moltke uporały się bardzo szybko z realizacją litery 54.
Już w 1990 roku KIK nabywa teren od świdnickiego PGR-u, wspólnie z Niemcami ustala koncepcje przyszłego ośrodka, powołuje do życia Fundację Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego, wydaje biuletyny informacyjne. Niedługo potem w Krzyżowej, jeszcze na placu budowy organizowane są liczne seminaria i warsztaty. Aż w końcu 11. czerwca Helmut Kohl i Jerzy Buzek dokonują symbolicznego połączenia wstęgi, zamiast jej przecięcia – na znak otwarcia Domu i jego idei: łączenia młodzieży z różnych krajów Europy i przeciwdziałania podziałom między nimi.
Na temat działalności Domu opinie w Polsce i w Niemczech są podzielone. Jedni chwalą rozmach i bogaty wachlarz propozycji, inni uważają, że pożytki jakie daje Krzyżowa są niewspółmierne do kosztów utrzymania tego symbolicznego kolosa polsko-niemieckiego pojednania.

Odtwarzanie Hauptmanna
W Jagniątkowie, dawniej Agnetendorff, prace jeszcze trwają.
Podczas gdy majątkami von Moltke w Krzyżowej i von Eichendorffów w Łubowicach po wojnie gospodarzyły PGR i RSP, w tym, trzecim ważnym dla polsko-niemieckiego pojednania miejscu wypoczywały dzieci.
W Haus Wiesenstein żył i tworzył przed wojną laureat literackiej Nagrody Nobla, Gerhart Hauptmann. W czerwcu 1996 roku dla upamiętnienia 50-rocznicy śmierci pisarza staraniem nieżyjącego już dr Klausa Ullmanna ze Stowarzyszenia Wspierania Śląskiej Kultury i Sztuki (VSK) oraz radcy ministerialnego Norberta Willischa z Monachium w dawnym gabinecie Hauptmanna na parterze willi w Jagniątkowie powstała izba pamięci poświęcona nobliście. O klimat domu dba od lat kierowniczka ośrodka Wanda Banaszak. Oprowadza turystów po willi, tłumaczy z detalami symbolikę słynnych fresków Johannesa Avenariusa w sali rajskiej.
Do willi Hauptmanna coraz częściej przyjeżdżali niemieccy turyści, a zwłaszcza miłośnicy twórczości pisarza skupieni w Gerhart Hauptmann Gesellschaft, Fundacji Śląska w Würzburgu oraz VSK. Ze środków rządu RFN odrestaurowano freski, naprawiono dach willi. Staraniem VSK oraz Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Miłośników Karkonoszy w willi odbywały się konkursy recytatorskie dla dzieci i młodzieży z całego Śląska.
Niemieccy dyplomaci i członkowie stowarzyszeń kulturalnych wiele mówili o konieczności stworzenia w willi prawdziwego domu pamięci Hauptmanna, co jednak wciąż nie dochodziło do skutku z przyczyn formalnych. Dopiero w styczniu 1998 roku, gdy Jagniątków stał się częścią Jeleniej Góry, a willa przestała być własnością kuratorium oświaty i przeszła we władanie urzędu miasta, możliwe stały się rzeczowe polsko-niemieckie pertraktacje. Jeszcze w maju 1998 roku Norbert Willisch pisze do ówczesnego kanclerza Niemiec Helmuta Kohla list, napominając z wyraźnym rozżaleniem, że za słabo wypełniana jest litera oświadczenia z dnia 14 listopada 1989 roku dotycząca odrestaurowania domu pisarza oraz prosząc kanclerza o rozmowę na ten temat z premierem Buzkiem podczas otwarcia Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Krzyżowej. Wspomina w liście, że podobna sytuacja jest także w Łubowicach.
Dzięki przychylności władz miasta, zaangażowaniu ówczesnego konsula generalnego RFN we Wrocławiu dr. Rolanda Kliesowa, zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej z prof. Hansem Jacobsenem na czele, hrabiny Ingeborg von Pfeil z Łomnicy, jeleniogórskiego posła Marcina Zawiły udało się prawie w ostatniej chwili, bo w ostatnim roku przydzielania większych funduszy z kredytu JUMBO przez Fundację Współpracy Polsko Niemieckiej zabezpieczyć środki na remont i restaurację willi Hauptmanna.

Wprawdzie podczas ubiegłorocznego spotkania przedstawicieli władz miasta, niemieckiej dyplomacji i zarządu Fundacji ustalono, że remont skończy się jesienią 1999 roku, termin ten był nierealny, chociażby ze względu na brak przejrzystej, pisemnej deklaracji dofinansowania remontu przez Fundację i po części przez rząd RFN. Niejasne było, a ważne dla fundatorów, kto pokrywać będzie w przyszłości bieżącą działalność ośrodka oraz kto zakupi bądź przekaże cenne eksponaty. Dziś wiadomo, że środki na ten cel zabezpieczy gospodarz - miasto Jelenia Góra, zaś w nabyciu eksponatów pomogą członkowie Gerhart Hauptmann Gesellschaft oraz.VSK
Prawdopodobnie do końca roku 2000 odrestaurowanie Haus Wiesenstein - jednego z trzech miejsc ujętych w oświadczeniu Kohl-Mazowiecki z dnia 14 listopada 1989 jako punkty priorytetowe w polsko-niemieckich przedsięwzięciach zostanie zakończona. Na parterze willi znajdzie się miejsce na poszerzoną ekspozycję muzealną i biblioteczną, zaś cztery apartamenty na piętrze służyć będą pracom badawczym polskim i niemieckim stypendystom, literatom, artystom – ludziom, którzy zapragną poznawać, ale i tworzyć kolejne dzieła w duchu dawnego gospodarza willi – Gerharta Hauptmanna.
Choć wypełnienie litery oświadczenia z 1989 roku w przypadku Haus Wiesenstein trwa najdłużej, obserwując uważnie zaangażowanie intelektualne, rozwagę i konsekwencję animatorów restauracji tego obiektu, wydaje się że przedsięwzięcie to mieć będzie właściwy wymiar w stosunkach polsko-niemieckich nadchodzącej dekady.
Pieczołowite odtwarzanie dachu, starych okien, mosiężnych klamek, oryginalnej kuchni Hauptmannów w suterenie, winiarni, parku, a w przyszłości także basenu pisarza, daje nadzieję, że także późniejsza działalność obiektu utrzymana będzie we właściwym duchu, w atmosferze jakiej wymaga i jakiej warta jest pamięć o autorze „Tkaczy”.
Rada programowa, złożona z pięciu Niemców i sześciu Polaków, na czele z wiceprezydentem Jeleniej Góry Bogusławem Gałką i konsulem generalnym RFN we Wrocławiu dr. Peterem Ohrem już dziś planuje, jak najlepiej zagospodarować obiekt w inauguracyjnym roku 2001.

Eichendorff gastronimiczny
Fundację Eichendorffa, a zarazem Górnośląskie Centrum Kultury i Spotkań i. Eichendorffa tworzy pięć podmiotów, w tym trzy z kręgu mniejszości niemieckiej (VdG, TSKN woj. opolskiego i TSKN woj. katowickiego), gmina Rudnik oraz Towarzystwo Miłośników Eichendorffa. Fundacja została zarejestrowana 13 czerwca, a działalność inicjuje 12 lipca.
O tym, jak działać będzie Górnośląskie Centrum Kultury i Spotkań im. Eichendorffa w Łubowicach, decydować będzie również rada kuratorów, złożona z 10 przedstawicieli organizacji mniejszości niemieckiej z Katowickiego i Opolskiego. Zabrakło w niej miejsca, należy mieć nadzieję, że tylko na razie, dla badaczy i miłośników z Niemiec oraz dla polskich naukowców, zajmujących się spuścizną śląskiego romantyka.
Nie ziściły się plany działaczy Towarzystwa Miłośników Eichendorffa - Leohnarda Wochnika i księdza Rzegi, których marzeniem była rekonstrukcja rokokowego pałacu. Mimo ogromnego poparcia gminy Rudnik, rządu Bawarii, Górnoślązaków żyjących w RFN, nie udało się pokonać komplikacji, jakie powstawały raz przy polskich, raz przy niemieckich urzędniczych biurkach.
W trakcie planowania powiększała się liczba decydentów, zmieniały źródła i formy finansowania, a nawet pomysły na lokalizację obiektu, nie dochodziły do skutku próby legalizacji Centrum oraz zatwierdzenia jego statutu przez warszawski sąd. Nigdy nie odbyła się rzeczowa dyskusja, żadne forum intelektualistów, jak to miało miejsce w Krzyżowej czy Jagniątkowie, gdzie różne grona ministerialnych decydentów, znawców, menedżerów, a także prostych i oddanych łubowiczan, miałyby szansę opracowania spójnego projektu. Szkoda, bowiem zainteresowanie postacią i spuścizną Eichendorffa jest na Górnym Śląsku niezwykle silne. Ubiegłoroczne sympozjum poświęcone twórczości Eichendorffa, zorganizowane przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej i Uniwersytet Opolski zgromadziło aż kilkuset uczestników. To sympozjum dowiodło, że istnieje ogromna potrzeba, wręcz głód poznawania kultury niemieckiej na Śląsku, i to w wielu zróżnicowanych wiekowo, intelektualnie i politycznie środowiskach naszego regionu.
W efekcie nieporozumień lokalnych, braku szczerego zainteresowania Łubowicami przez polskich i niemieckich decydentów na szczeblach rządowych, braku koordynacji działań kulturalnych Polaków, Niemców i mniejszości zamiast pałacu, zdecydowano się w roku 1999 na plan-minimum. Ze środków ministerstwa spraw wewnętrznych Niemiec za pośrednictwem Fundacji Rozwoju Śląska odbudowano jedynie budynek pobliskiej gospody. Dodając wcześniej otrzymane na rzecz Towarzystwa środki z Niemiec, szczególnie z Bawarii, ogólnie odbudowa gospody kosztowała 1 mln 800 tys. marek.
Obiekt urządzono w pretensjonalnym guście, z wystrojem nie nawiązującym ani do stylu epoki Eichendorffa, ani do postaci poety. Członkowie rady kuratorów Fundacji Eichendorffa tłumaczą te decyzje pośpiechem i koniecznością jak najoszczędniejszej realizacji projektu odbudowy. Jak twierdzi Joachim Niemann, przewodniczący rady kuratorów, nie stać było też fundatorów na odpowiednią architekturę wnętrza. Kasetony na sufitach, halogenowe oświetlenie, sztuczne kwiatki i baloniki, cytaty z wierszy, wycięte ze styropianu, telewizory w pokojach – nie tak miała wyglądała wizja uczczenia pamięci poety, stworzona przed laty.
Leohnard Wochnik z żalem rozmawia o przeznaczeniu gospody. Wprawdzie nazwa Centrum Kultury i Spotkań im. Eichendorffa sugeruje, iż w domu tym zasadzać się powinna szeroko rozumiana praca na rzecz spuścizny literackiej romantycznego poety, nad czym czuwać ma wybrany drogą konkursu dyrektor, jednak choćby pobieżne spojrzenie na obiekt rozwiewa takie złudzenia. Mała i niefunkcjonalna kubatura gospody nie stwarza potencjalnym badaczom ambitniejszych możliwości twórczej pracy. Czy zadaniom tym sprosta remontowany w pobliżu budynek szkoły, dopiero się okaże. Na razie łubowickie centrum kultury to nastawiony na działalność komercyjną hotel, sala spotkań i niewielki barek – zaplecze noclegowe i kulinarne dla planowanych kursów języka niemieckiego, seminariów, spotkań, wycieczek, wesel, komunii. To jednym słowem zwyczajna gospoda „zum Eichendorff”. Jak dotąd, z powodu braku środków finansowych nie zadbano o zagospodarowanie całego kompleksu ruin, parku, części gospodarczej i otaczającego terenu. Nie wykupiono też w porę terenu naprzeciw gospody, więc z okien Centrum przedstawia się widok mało romantyczny na prywatne zakłady skupu złomu i sprzedaży pasz. Wstęp na teren ruin opatrzony jest tabliczką ostrzegającą przed grożącym niebezpieczeństwem.
Ksiądz Rzega, którego osobę pominięto w radzie kuratorów, nie komentuje powodów, win, zaniedbań. Cieszy się, że dzięki niemieckiemu MSW i Fundacji Rozwoju Śląska zdołano mimo wszystko po 10 latach zbudować ośrodek oraz wierzy, że w połączeniu z przyparafialną izbą pamięci, cmentarzem, kompleksem popałacowo-parkowym Centrum zaanimuje w przyszłości miłośników Eichendorffa do dalszych prac restauratorskich. Leohnard Wochnik też jest zadowolony, że otwarto Centrum, ale za chwilę dodaje, że odbudowa pałacu kosztowałaby mniej więcej tyle, co cztery domki jednorodzinne w Niemczech. W każdym razie niewiele w porównaniu z odbudową Krzyżowej za 29 milionów marek.

Teresa Kudyba
(Autorka jest dziennikarką, producentem TV, współpracuje z ARD, WDR, Deutsche Welle, TV-Wrocław, Unia@Polska, Gazetą Wyborczą, Śląskiem)

Aktualności

Reportaże i filmy dokumentalne
Zapraszamy do prezentacji najnowszych pozycji filmowych.



Więcej informacji >>


 

 
Teresa Kudyba
tel. 602 374 494
e-mail: teresa@kudyba.pl
Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych.
Więcej informacji w polityce prywatności.
 Realizacja: new4mat.com Sp. z o.o.
ADMINISTRACJA n4CMS